Blog z wyjazdu na Balkany


Opuszczajac Unie Europejska udajac sie w “egzotyczne” rejony
sierpień 21, 2007, 11:17 am
Zaszufladkowany do: 4.Macedonia

Do stolicy Bulgarii, Sofii, dotarlismy po poludniu majac dodatkowego pasazera zabranego z „Wielkiego Tarnowa”, brytyjskiego globtrotera, ktory odwiedzil na swiecie juz ponad 90 krajow, wiec mial podczas drogi o czym opowiadac. Gosc bardzo sympatyczny, w okolicach 40 lat, szukal w Bulgarii poza gorskimi wrazeniami, miejsca, gdzie moglby kupic domek. Swoja droga, w Bulgarii sa jeszcze bardzo tanie ziemie, nawet za kilka tysiecy euro dostanie sie zbrojona dzialke 2500 m2 w pieknych okolicach!

Wracajac do podrozy… Sofia okazala sie miastem malo ciekawym. No moze poza bardzo dobrym tipem naszego przewodnika, mianowicie baru mlecznego „Trops Kashta”, gdzie sie obzarlismy dobra szama „Made in Bulgaria” za grosze!

Pomimo zwracania uwagi na to, zeby nas nie „naciegnieto”, dalismy sie zrobic jak male dzieci, przy wymianie waluty. Kantor zarabial sobie jakies 20% na wymianie, o czym sie spostrzeglismy dopiero przy otrzymaniu „bulgarsich lew”, poniewaz tablica wprowadzila nas troche w blad. Ale na szczescie nie wymienialismy zbyt wielu pieniazkow. Troche tym zniesmaczeni (chcielismy cofnac transakcje, ale sie nie dalo), postanowilismy odpuscic nocleg w stolicy i pojechac 120 km dalej, w gory rilskie (anglik zostal w Sofii).

Do Rily dotarlismy w godzinach wieczornych, wiec tylko na piwko na polu namiotowym i do spiworkow, poniewaz kolejnego dnia czekala nas wyprawa w gory! W nocy (pierwszy raz podczas naszej wyprawy!) niesamowicie zmarzlismy, bo to jednak juz bylo w gorych, wiec jak tylko slonce zaszlo, to bylo dosyc zimno. W gorach bylo za to goraco i to nawet na wysokosciach powyzej 2000 metrow! No i prosze Panstwa zdobylismy szczyt „Malak Mermel” na wysokosci 2562 m.npm, robiac najwieksza w naszym zyciu jednorazowa gorska wyprawe, bo 1500 m w gore (startujac na mniej wiecej 1100m. npm). Zajelo nam to jakies 7,5 godziny narzucajac sobie calkiem zwawe tempo. Padnieci zjedlismy na naszym kempingu pyszne, typowo bulgarskie danie zwane „Kavarma” z salatkami, do tego piwko i (uwaga!) poszlismy spac o 20:30!!! :)

Wczoraj wstalismy o 8:00, czyli po 11,5 godzinach snu, z lekkimi zakwasami. Szybki prysznic i sniadanko (omlet, salatka), zeby zwiedzic Monastyr Rilski, ktory okazal sie przepiekny! Spedzilismy tam gdzies z godzine, gdyz nie jest zbyt wielki… i wio do Macedonii.

Udajac sie poza granice Unii Europejskiej miala sie nasza wyprawa stac bardziej egzotyczna! Na granicy zapachnialo surrealem. Najpierw celnicy bulgarscy, nastepnie policjant bulgarski „Pan Szeryf”, ktory sprawdzal dosyc dlugawo papiery osobiste i auta, ale w koncu nas puscil. Dwoch kolesi (brudasow) probowalo sie do nas wpakowac do auta na podroz, ale szybko dalismy noge. Nastepnie granica macedonska, gdzie bylo rownie „cynkowo”, ale na wesolo. Granicznik sprawdzil paszporty, nastepnie prosil o dokumenty auta, zielona karte, moje prawo jazdy i kolejnie o cos, czego nie zrozumialem… Okazalo sie, ze pyta o pozwolenie od „tatki” (jak on to nazwal), zeby moc uzytkowac auto, gdyz na niego jest zarejestrowany samochod, o czym zupelnie zapomnialem. Jakos go tam urobilem i cos tam pokrecil nosem, gdzies poszedl z naszymi papierami i w koncu powiedzial „ok”, a po macedonsku mi wytlumaczyl, ze najlepiej, zebym sobie zalatwil z polski to pozwolenie („certifikat”) od ojca, ze zdal mi auto, bo inaczej moge miec problem przy wyjezdzie z Macedonii… No ok, niech mu bedzie. Grunt, ze nas puscil, ale w sumie gosc byl sympatyczny. Jeszcze tylko kolejny, mily pan celnik spojrzal do bagaznika pytajac czy nie mamy fajek i whisky i nas przepuscil. Uff.

Macedonia jest cudowna krajobrazowo. Czerwony piasek, plaskie gory, urocze domki, a do tego… super drogi! Zdecydowanie lepsze od tych w Bulgarii i Rumunii! Do Skopje, stolicy, dotarlismy popoludniu i od razu nam sie spodobalo. Miasto zyje (w przeciwienstwie do Sofii)! Nie jest tu moze pieknie, ale za to ciekawie. Nocleg mamy w samym centrum, wsrod rynku, gdzie cale mnostwo handlarzy, ale do tego zyczliwych ludzi. Nie latwo nam bylo trafic, a pare osob po drodze nam bezinteresownie pomagalo, dzwonilo, badz nawet szlo z nami pareset metrow do celu! Hotelik mamy tu bardzo przyjemny, pierwszy raz z klimatyzacja, ale trzeba powiedziec, ze tu sie baaardzo przydaje, bo nigdzie nie bylo tak goraco, jak w Macedonii! Jest tu dosyc wilgotno i przez to duszno, wiec w mig z czlowieka sie leje. w Skopje jest okolo 35 stopni! (dla porownania w Berlinie 22, wg prognoz tv). Ale siedzac sobie w pokoju, jest bardzo przyjemnie! :)

Sofia to stosunkowo male miasto, tymbardziej jak na stolice, liczace 500 tys. mieszkancow (1/4 calego kraju). Centrum obeszlismy bodajze w 2 godziny i tak naprawde poza tym glosnym, troche orientalym rynkiem (klimatem przypominajacym mieszanke stambulskiego bazaru ze starowka damaszku), nic tutaj specjalnego nie ma. Wieczorem udalismy sie na macedonskiego gulasza z ryzem i chlebem, a nastepnie do jednego z wielu tutaj baro-klubow napic tutejszego piwa „Skopska”. Trzeba powiedziec, ze ludzie tutaj wala wieczorem tlumami do knajpek, gdzie ceny wcale nie sa tansze od polskich standardow. Zaraz, po sniadanku zlozonym z warzyw (pomidory maja tu swietny, niepowtarzalny smak!) i buly kupionych na ryneczku, a kolejnie wrzuceniu posta na strone, jedziemy na samo poludnie Macedonii, nad jezioro Ohrid, gdzie zamierzamy spedzic 2 dni. I byc moze stamtad uda sie znowu napisac, dodatkowo wrzucajac na serwer zdjecia z Bulgarii.

Klasycznie juz pozdrawiamy ze wspanialych balkanow!

S&M



Jak nam ukradli auto…
sierpień 17, 2007, 9:54 pm
Zaszufladkowany do: 3.Bulgaria

15. sierpnia 2007 roku stalo sie to, czego sie obawialismy…

Bedac w miescie Nesebar, na bulgarskiej riwierze, zostawiwszy zaparkowane przy ulicy auto, poszlismy szukac jakiejs mety. Nie znajdujac jednak zadnej ciekawej oferty, przysiedlismy kilka metrow dalej, plecami do wozu na murku, zeby zastanowic sie, co dalej zamierzamy. Nagle Majki zaniepokojony jakimis tajemniczymi zdarzeniami za krzakami, gdzie stal nasz Ford, spytal sie mnie, czy nikt nam “auta nie robi”. Mnie sie nie chcialo w to wierzyc i wciaz zaaferowany brakiem noclegu i zblizajacym sie zmrokiem, nie wzialem jego slow na powaznie. Gdy zaledwie pare chwil pozniej ustalilismy, dokad zamierzamy sie udac w sprawie noclegu, ruszylismy w strone auta. Przychodzimy na miejsce, a tu… nie ma naszego samochodu. Obeszlismy kilka razy okolice, zeby sie upewnic, ze w dobrym miejscu go szukamy. Nie majac zadnych dokumentow, ani auta, ani osobistych, ani nawet portfeli, po prostu niczego, Majki zaczal rozmyslac o opcjach powrotu, a ja o blokadzie kart platniczych. W zasadzie nie wiedzielismy, czego najbardziej zalowac i co dalej czynic… Szukajac juz policji, zapytalismy jeszcze kolesia, ktory siedzial obok, czy aby na pewno nic nie widzial i cos tam pod nosem wymamrotal, ze auto zostalo odholowane na parking 500 metrow dalej. Odetchnelismy z ulga, bo juz nie bylo nam za wesolo. Okazalo sie, ze stalismy w niby niedozwolonym miejscu, ale niestety slabo u nas z cyrylica, stad nie do konca o tym moglismy wiedziec. Kara za odholowanie wyniosla nas 25 euro, wiec nie jakos dramatycznie, aczkolwiek troche zakulo i na pewno humor na jakis czas popsulo. Jak potem zauwazylismy, to na ten parking wjezdzal holownik za holownikiem… Po prostu chyba z tego biznesu sie miasto utrzymuje?! Wyliczylismy, ze musza zarabiac na tym kilkadziesiat tysiecy euro, jesli nawet nie set tysiecy, miesiecznie! HARDCORE!

Zanim jednak trafilismy do Nesebaru, zazylismy kapieli w turystycznym regionie zwanym “Sunny Beach”. Plaza i morze byly wg nas zajebiste… ale tylko to. Kurort sam w sobie jak kazdy inny, troche kiczu, troche tandety i duzo nagosci. Wokol rosnace jak grzyby po deszczu nowe hotele i luksusowe apartamenty. Kolejnego dnia, 16.08. zwiedzielismy jeszcze wyspe Nesebar (polaczona mostem z wczasowym kurortem), ktora byla bardzo piekna, utrzymana w starym stylu, jednak z calym mnostwem turystow. Zazylismy i kolejny raz kapieli, jak i opalanka na drobnym piaseczku, po czym ruszylismy w glab Bulgarii opuszczajac juz na dobre wybrzeze Morza Czarnego.

Do “Wielkiego Tarnowa” (Veliko Tarnovo) dotarlismy po 4-5 godzinnej podrozy po bulgarskich bezdrozach… z jednej strony pola, a po przeciwleglej gory, przez ktore zreszta musielismy sie przebijac (okolo 1500 m.npm.) niesamowicie kretymi drogami. Miasto jest przepiekne, zreszta z bardzo dluga historia (przed nasza era). Biale domy z czerwona ceglowka rosna na zboczach wzgorz jak i w dolinach, co sprawia niesamowity widok! Z daleka wyglada to, jakby domy na sobie lezaly, a miedzy gesta zabudowa wija sie waskie, tajemnicze i urocze brukiem wylozone uliczki. Do tego w dolinie rzeka i duzo zieleni… Jest tu magicznie! Wieczorem odbyl sie pokaz swiatel i dzwieku na starej zabudowie, na wzgorzu. Myslelismy przed pokazem, ze bedzie to cos na zasadzie, ze 3 lasery beda smigac po budowli, czyli nic ciekawego. A w rzeczywistosci okazalo sie, ze zrobili niesamowity spektakl, ktory zapamietamy z pewnoscia na bardzo dlugo! Zostalismy tu i dzis, zeby troche pospacerowac po miescie, just hang around i rozkoszowac cudowna okolica. Jeszcze jest tu stosunkowo malo turystycznie, wiec miasto zdecydowanie warte wyprawy, dopoki “wielkie pieniadze zachodu” (po zbudowaniu lotniska) nie zrobia swego i nie zniszcza tej swietnej atmosfery! Jutro z rana chcemy jeszcze zobaczyc z bliska cytadele na wzgorzu (ta, ktora widzielismy w nocy z daleka przy grze swiatel), a nastepnie pojechac do stolicy Bulgarii, Sofii, gdzie spedzimy pewnie tylko jedna noc (ponoc niezbyt interesujaca).

Kolejny news bedzie pewnie juz z Macedonii! Cieszymy sie juz bardzo na te bardziej “dzikie” kraje, jak Macedonia, Albania, Czarnogora, Bosnia… Dziekujemy bardzo za cieple komentarze!

S&M