Zaszufladkowany do: 4.Macedonia
Do stolicy Bulgarii, Sofii, dotarlismy po poludniu majac dodatkowego pasazera zabranego z Wielkiego Tarnowa, brytyjskiego globtrotera, ktory odwiedzil na swiecie juz ponad 90 krajow, wiec mial podczas drogi o czym opowiadac. Gosc bardzo sympatyczny, w okolicach 40 lat, szukal w Bulgarii poza gorskimi wrazeniami, miejsca, gdzie moglby kupic domek. Swoja droga, w Bulgarii sa jeszcze bardzo tanie ziemie, nawet za kilka tysiecy euro dostanie sie zbrojona dzialke 2500 m2 w pieknych okolicach!
Wracajac do podrozy… Sofia okazala sie miastem malo ciekawym. No moze poza bardzo dobrym tipem naszego przewodnika, mianowicie baru mlecznego Trops Kashta, gdzie sie obzarlismy dobra szama Made in Bulgaria za grosze!
Pomimo zwracania uwagi na to, zeby nas nie naciegnieto, dalismy sie zrobic jak male dzieci, przy wymianie waluty. Kantor zarabial sobie jakies 20% na wymianie, o czym sie spostrzeglismy dopiero przy otrzymaniu bulgarsich lew, poniewaz tablica wprowadzila nas troche w blad. Ale na szczescie nie wymienialismy zbyt wielu pieniazkow. Troche tym zniesmaczeni (chcielismy cofnac transakcje, ale sie nie dalo), postanowilismy odpuscic nocleg w stolicy i pojechac 120 km dalej, w gory rilskie (anglik zostal w Sofii).
Do Rily dotarlismy w godzinach wieczornych, wiec tylko na piwko na polu namiotowym i do spiworkow, poniewaz kolejnego dnia czekala nas wyprawa w gory! W nocy (pierwszy raz podczas naszej wyprawy!) niesamowicie zmarzlismy, bo to jednak juz bylo w gorych, wiec jak tylko slonce zaszlo, to bylo dosyc zimno. W gorach bylo za to goraco i to nawet na wysokosciach powyzej 2000 metrow! No i prosze Panstwa zdobylismy szczyt Malak Mermel na wysokosci 2562 m.npm, robiac najwieksza w naszym zyciu jednorazowa gorska wyprawe, bo 1500 m w gore (startujac na mniej wiecej 1100m. npm). Zajelo nam to jakies 7,5 godziny narzucajac sobie calkiem zwawe tempo. Padnieci zjedlismy na naszym kempingu pyszne, typowo bulgarskie danie zwane Kavarma z salatkami, do tego piwko i (uwaga!) poszlismy spac o 20:30!!! :)
Wczoraj wstalismy o 8:00, czyli po 11,5 godzinach snu, z lekkimi zakwasami. Szybki prysznic i sniadanko (omlet, salatka), zeby zwiedzic Monastyr Rilski, ktory okazal sie przepiekny! Spedzilismy tam gdzies z godzine, gdyz nie jest zbyt wielki… i wio do Macedonii.
Udajac sie poza granice Unii Europejskiej miala sie nasza wyprawa stac bardziej egzotyczna! Na granicy zapachnialo surrealem. Najpierw celnicy bulgarscy, nastepnie policjant bulgarski Pan Szeryf, ktory sprawdzal dosyc dlugawo papiery osobiste i auta, ale w koncu nas puscil. Dwoch kolesi (brudasow) probowalo sie do nas wpakowac do auta na podroz, ale szybko dalismy noge. Nastepnie granica macedonska, gdzie bylo rownie cynkowo, ale na wesolo. Granicznik sprawdzil paszporty, nastepnie prosil o dokumenty auta, zielona karte, moje prawo jazdy i kolejnie o cos, czego nie zrozumialem… Okazalo sie, ze pyta o pozwolenie od tatki (jak on to nazwal), zeby moc uzytkowac auto, gdyz na niego jest zarejestrowany samochod, o czym zupelnie zapomnialem. Jakos go tam urobilem i cos tam pokrecil nosem, gdzies poszedl z naszymi papierami i w koncu powiedzial ok, a po macedonsku mi wytlumaczyl, ze najlepiej, zebym sobie zalatwil z polski to pozwolenie (certifikat) od ojca, ze zdal mi auto, bo inaczej moge miec problem przy wyjezdzie z Macedonii… No ok, niech mu bedzie. Grunt, ze nas puscil, ale w sumie gosc byl sympatyczny. Jeszcze tylko kolejny, mily pan celnik spojrzal do bagaznika pytajac czy nie mamy fajek i whisky i nas przepuscil. Uff.
Macedonia jest cudowna krajobrazowo. Czerwony piasek, plaskie gory, urocze domki, a do tego… super drogi! Zdecydowanie lepsze od tych w Bulgarii i Rumunii! Do Skopje, stolicy, dotarlismy popoludniu i od razu nam sie spodobalo. Miasto zyje (w przeciwienstwie do Sofii)! Nie jest tu moze pieknie, ale za to ciekawie. Nocleg mamy w samym centrum, wsrod rynku, gdzie cale mnostwo handlarzy, ale do tego zyczliwych ludzi. Nie latwo nam bylo trafic, a pare osob po drodze nam bezinteresownie pomagalo, dzwonilo, badz nawet szlo z nami pareset metrow do celu! Hotelik mamy tu bardzo przyjemny, pierwszy raz z klimatyzacja, ale trzeba powiedziec, ze tu sie baaardzo przydaje, bo nigdzie nie bylo tak goraco, jak w Macedonii! Jest tu dosyc wilgotno i przez to duszno, wiec w mig z czlowieka sie leje. w Skopje jest okolo 35 stopni! (dla porownania w Berlinie 22, wg prognoz tv). Ale siedzac sobie w pokoju, jest bardzo przyjemnie! :)
Sofia to stosunkowo male miasto, tymbardziej jak na stolice, liczace 500 tys. mieszkancow (1/4 calego kraju). Centrum obeszlismy bodajze w 2 godziny i tak naprawde poza tym glosnym, troche orientalym rynkiem (klimatem przypominajacym mieszanke stambulskiego bazaru ze starowka damaszku), nic tutaj specjalnego nie ma. Wieczorem udalismy sie na macedonskiego gulasza z ryzem i chlebem, a nastepnie do jednego z wielu tutaj baro-klubow napic tutejszego piwa Skopska. Trzeba powiedziec, ze ludzie tutaj wala wieczorem tlumami do knajpek, gdzie ceny wcale nie sa tansze od polskich standardow. Zaraz, po sniadanku zlozonym z warzyw (pomidory maja tu swietny, niepowtarzalny smak!) i buly kupionych na ryneczku, a kolejnie wrzuceniu posta na strone, jedziemy na samo poludnie Macedonii, nad jezioro Ohrid, gdzie zamierzamy spedzic 2 dni. I byc moze stamtad uda sie znowu napisac, dodatkowo wrzucajac na serwer zdjecia z Bulgarii.
Klasycznie juz pozdrawiamy ze wspanialych balkanow!
S&M