Zaszufladkowany do: 5.Czarnogora/Chorwacja
Ohrid, turystyczne miasto Macedonii, to geograficznie najbardziej na poludnie wysuniete miejsce, ktore osiagnelismy podczas naszej podrozy. Bylo bardzo oblezone przez przede wszystkim macedonczykow, wiec region w miare dziewiczy, nieprzepchany turystami zagranicznymi. Spedzilismy tam bite 2 dni i strasznie wypoczelismy!
Najglebsze w Europie jezioro Ohrid (taka sama nazwa miasta jak i jeziora), o czystej i cieplej wodzie, polozone w pieknym, lekko gorzystym regionie, znajdowalo sie raptem kilkaset metrow od naszego „apartamentu”. Nasza meta byla do tej pory (i pewnie do konca wyjazdu) najbardziej „luksusowym” miejscem na nocleg, gdyz mielismy w nowowybudowanym domku pokoj z trzema lozkami (?!) tylko dla siebie, czysto i gustownie urzadzone, do tego kuchnia i lazienka do podzialu z serbska parka, ktora miala swoj pokoj obok. I do tego stosunkowo niedrogi! Poza kapaniem sie, lezeniem plackiem na sloncu, szlajalismy sie po uroczych uliczkach delektujac sie tamtejszymi lodami.
Gdy juz mielismy dosyc slonca i opalania sie ;) , pojechalismy do Czarnogory przez Albanie. Z Macedonii nie chcieli nas pierwotnie wypuscic ze wzgledu na brak „certyfikatu” od ojca na auto. Wypisalem uprzednio recznie pozwolenie, to mnie wysmial, jak to zobaczyl. Celnik byl bardzo niemily, rzucal paszportami i cos tam bluznil po nosem. W koncu machnal reka i nas puscil. Ogolne wrazenia z Maceodnii mamy jednak bardzo dobre! A Ludzie (poza tym jednym celnikiem) sa bardzo uprzejmi i sympatyczni!
Albania niestety nie zrobila na nas dobrego wrazenia. Poza celnikami, ktorzy z kolei byli w porzadku :) Moze jakosc drogi nas pozytywnie zaskoczyla, bo w przewodniku pisali, zeby brac zapasowe opony ze soba… a tu sie okazalo, ze drogi byly wrecz w idealnym stanie. Za to miasta byly brudne, budynki obskorne, a ludzie niemily wyraz twarzy. Dlatego tez nawet nie mielismy ochoty sie zatrzymywac nigdzie i przejechalismy praktycznie bez przystanku. Aha, musze dodac, ze nigdzie nie bylo tak duszno, jak wlasnie w Albanii! Jadac nawet przy otwartych oknach lalo sie z nas jak spod prysznica, a gdy wystawialo sie „zimny lokiec” w mig sie przegrzewal i juz nie bylo „cool”…
W Czarnogorze zrobilismy pierwszy przystanek w Budvie, okropnie przepelnione turystami zarowno tutejszymi, jak i zagranicznymi. Do tego kemping, na ktorym przyszlo nam spac byl najdrozszym i do tego najgorszym! Zeby sie umyc pod prysznicem, trzeba bylo trzymac za sznureczek jedna reka, zeby woda kapala z prysznica. Oczywiscie nie bylo opcji ustawienia temperatury… jedna dla wszystkich. Tak wiec mozecie sobie wyobrazic, jak dlugo mydla, szampony i inne toniki z nas splywaly… Wieczorem chcielismy isc „zadensic”, ale przy tym upale 2 browarki szybko nas ululaly, wiec pospiesznym krokiem po spozyciu niezlego czarnogorskiego kebaba wrocilismy do namiotu na „ukochane” pole namiotowe, gdzie wciaz bylo slychac 3 rozne rodzaje muzyki na raz z dyskotek na swiezym powietrzu odleglych pareset ladnych metrow, na sasiedniej „kwaterze” gosc cholernie glosno chrapal, a dziecko od jakies 3-4 rano ryczalo przez paredziesiat ladnych minut… Just lovely!
Dlatego tez z rana szybko sie stamtad zmylismy pare kilometrow dalej, zeby podziwiac czarnogorskie fiordy w Kotorze, ktore zrobily na nas niesamowite wrazenie! Zreszta samo miasto, a w zasadzie starowka, bylo bardzo romantyczne. Po wzieciu kapieli nieopodal tej slicznej miesciny, przetransportowalismy sie promem (jakies 5-10 minut) „na drugi brzeg” fiordu i pojechalismy do Herzeg Novi (wciaz miasto w Czarnogorze), gdzie z kolei trafilismy na naprzyjemniejszy camping, z eleganckim prysznicem po chmurka (bez zaslon, bez scian, just take a shower and be watched…), z 24h/dobe cieniem na nasz namiot (nareszcie!) i spokojem, ktorego po tych ostatnich iscie turystycznych wojazach potrzebowalismy. Oczywiscie wciaz z dostepem do krystalicznie czystego adriatyku, jak na calej dlugosci wybrzeza czarnogorskiego. I to tyle z Czarnogory, z ktorej przywozimy mieszane, skrajne uczucia. Tak czy owak, na pewno warte ponownej wyprawy, a przede wszystkim fiordy kotorskie i hiking w tamtejsze gory, na ktory juz sil nam nie starczylo.
Wczoraj, 25.08.08, z samego rana wyjechalismy z Herzeg Novi do Dubrovnika. Najpierw stalismy 1,5 godziny jak osly na granicy (ze wzgledu na chorwatow, ktorzy sprawdzali skrupulatnie dokumenty swoich oraz innych, nieunijnych obywateli), gdzie dzialy sie cuda na kiju. Wyprzedzanko, wpychanie sie do kolejki… no szlag by ich trafil! I to jeszcze na pelnym sloncu! Troche tym zmeczeni udalo sie nareszcie minac przejscie (nawet bez spojrzenia w paszporty!) i dojechac na poludnie do Dubrovnika. Po drodze zauwazylem, ze nie mam okularow i nie moglem sobie przypomniec, gdzie je ostatni raz mialem na sobie… Przepadly, a razem z nimi moj dobry humor na kilkadziesiat minut.
Dubrovnik to piekne stare miasto, otoczone poteznymi murami, swietnie zachowanymi zreszta, ale niestety bardzo (znowuz) przepelnione turystami. Takich mas nie bylo jeszcze do tej pory nigdzie. I tu pierwszy raz poczulem, ze jestesmy juz bardzo blisko domu, zachodniej Europy i, ze tak naprawde nasza podroz zbliza sie ku koncowi. Zrobilismy sobie dluzszy spacer po starym miescie, po czym postanowilismy pojechac dalej niz uprzednio planowalismy, az do Bosni, do miasta Mostar (skad wlasnie pisze), zeby dzis z samego rana zrobic calodniowy rafting miedzy Mostarem a Sarajevem.
Jak wjechalismy do Bosni, bylo juz dosyc ciemno, wiec poki co trudno cokolwiek napisac, poza tym, ze maja tu bardzo „narodowe” stacje radiowe z prawie wylacznie tutejszymi grajkami :) Nocleg mamy w… mieszkaniu w bloku (z polecenia hiszpanki, ktora poznalismy w Bulgarii) u rodzenstwa bosniackiego. Nie jest jakos wybitnie tanio (12 Euro), ani przyjemnie (zarowno gospodarz jak i inni turysci), ale moglismy sie przynajmniej w „private room” w miare wygodnie wyspac i zregenerowac sily na dzisiejsze szalenstwo na rzece!
Tym akcentem bede tez konczyl, bo jest 7 rano, ide szybko wziasc zimny prysznic (bo znow upalnie) i sie wyszykowac na nasza wodna wyprawe. A w kolejnych dniach… kto wie, moze uda mi sie sprzedac Forda, zgodnie z planem ;)
Bosniackie pozdrowienia! S&M
2 komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
no co za pech z tymi Twoimi okularami, a taka długa podróż jeszcze przed Wami :( … mam nadzieję, że szaleństwo na rzece szczęśliwie się zakończyło i pełni niesamowitych wrażeń udajecie się do miejsca spoczynku. Ja z wielką niecierpliwością czekam na pojawienie się czikitki i jacentego, wierząc że również niebawem dołączysz do nas Kochaniutki..jak zwykle całuję i pozdrawiam..
Comment - autor: pralinka czikolinka sierpień 26, 2007 @ 6:43 pmna te ostatnie dni jeszcze duzo wrazen i przygod,oby tylko pozytywnych!czekam niecierpliwie na jakies nowe fotki:)do zobaczenia wkrotce:)buziaki,dla majeczka rowniez:)
Comment - autor: monia sierpień 26, 2007 @ 8:21 pm